Jak będzie wyglądał rynek amerykański w kolejnych latach? Czy czekają nas spore bessy (jak w latach 2007-2009), czy raczej czeka nas okres hossy znany z lat 90-tych?
Rynek amerykański w kolejnych latach
To co zostaje w głowach inwestorów, to głównie mocne bessy i duże spadki na rynkach akcji. Jeżeli taka bessa wystąpiła w ostatnich latach, to mamy tendencję, by oczekiwać jej znowu. Natomiast w świecie inwestycji jest nieco inaczej – recesja nie jest naturalną częścią cyklu gospodarczego. Jest anomalią, która zdarza się co jakiś (dłuższy czas). Długa recesja zdarza się bardzo rzadko, a krótka jest po prostu okazją do kupna akcji. Te krótkie epizody recesyjne (1 lub 2 kwartały) zdarzyły się stosunkowo niedawno (Covid19, bessa w 2022 roku). Jeżeli pomimo wysokich stóp procentowych recesja była bardzo krótka (choć może lepiej nazwać ją silnym spowolnieniem), to przyszłość nie musi przynieść kolejnej wielkiej recesyjnej bessy. Być może czeka nas okres szybkich spadków (jak w kwietniu) i okres wieloletniej hossy? Te przypuszczenie kieruje nas do lat 90-tych, w których w USA trwała wielka hossa. Jak ona wyglądała i czy jest szansa ją powtórzyć?
Hossa w USA w latach 90. – dekada, która zmieniła świat
Hossa giełdowa w Stanach Zjednoczonych w latach 90. XX wieku była jednym z najbardziej spektakularnych i przełomowych okresów w historii globalnych rynków finansowych. Przez niemal całą dekadę amerykańskie indeksy giełdowe rosły w imponującym tempie, napędzane rewolucją technologiczną, liberalizacją rynku, stabilnym wzrostem gospodarczym oraz rosnącym zaufaniem inwestorów indywidualnych. Była to era przełomowych zmian, której dziedzictwo odczuwalne jest do dziś.
Tak jak obecnie (spadek Covid19 oraz 2022 rok) zdarzyły się wtedy dwie bessy, a potem S&P500 ruszył w wieloletnią hossę:

Czy obecnie będziemy w fazie dominującego trendu wzrostowego, a korekty będą szybkie i będą stanowić okazje do kupna? Wiele wskazuje na to, że tak właśnie może być…
Jak to było w latach 90-tych? Czy trend może się powtórzyć?
Początek dekady: recesja i nowe nadzieje
Lata 90. rozpoczęły się niepozornie. Gospodarka USA była wówczas świeżo po recesji z lat 1990–1991, której źródłem były m.in. skutki kryzysu na rynku nieruchomości oraz wojny w Zatoce Perskiej. Inflacja była stosunkowo niska, ale rynek pracy wciąż nie odzyskał pełnej siły. Pomimo tego, fundamenty amerykańskiej gospodarki zaczęły się umacniać, a inwestorzy stopniowo odzyskiwali wiarę w rynek. Właśnie wtedy zaczęła kształtować się nowa siła napędowa wzrostów – sektor technologiczny.
Rewolucja technologiczna – nowa gospodarka wkracza na parkiet
Najważniejszym czynnikiem, który zdefiniował hossę lat 90., był bez wątpienia rozwój internetu i nowych technologii. Pojawienie się osobistych komputerów, rosnąca rola oprogramowania oraz powstanie pierwszych komercyjnych zastosowań internetu całkowicie odmieniły świat biznesu i sposób komunikacji. Firmy takie jak Microsoft, Intel, Dell czy Cisco Systems rosły w niewiarygodnym tempie i szybko stawały się liderami giełdowymi. Pod koniec dekady dołączyły do nich nowo powstałe giganty, takie jak Amazon, eBay czy Yahoo.
Nowe technologie przyciągały inwestorów jak magnes. Pojęcie „nowej gospodarki” zaczęło dominować w mediach i analizach rynkowych. Uważano, że tradycyjne modele wyceny nie mają już zastosowania, a zyski firm w przyszłości będą tak ogromne, że nawet brak dochodów w teraźniejszości nie powinien odstraszać inwestorów. Oczekiwania wobec wzrostu gospodarczego były niemal nieograniczone.
Gospodarka w świetnej formie
Hossie sprzyjała też wyjątkowo dobra kondycja makroekonomiczna Stanów Zjednoczonych. W ciągu dekady PKB rosło w tempie średnio 3–4% rocznie, inflacja była niska i stabilna, a bezrobocie systematycznie malało. Rezerwa Federalna, pod przewodnictwem Alana Greenspana, prowadziła politykę pieniężną uznawaną za przewidywalną i korzystną dla rynków. Choć w latach 1994–1995 doszło do kilku podwyżek stóp procentowych, to generalnie otoczenie monetarne pozostawało wspierające dla wzrostów na giełdzie.
Równie istotne było zwiększenie dostępu do inwestowania. Dzięki popularyzacji funduszy inwestycyjnych, wprowadzeniu systemów handlu elektronicznego oraz spadkowi prowizji maklerskich, coraz więcej Amerykanów zaczęło inwestować swoje oszczędności w akcje. Inwestowanie przestało być domeną elity i stało się elementem codziennego życia klasy średniej.
Szaleństwo dotcomów i kulminacja hossy
Pod koniec dekady rynek akcji znalazł się w euforycznej fazie. Sektor technologiczny – szczególnie firmy internetowe – rósł w astronomicznym tempie. Wiele z nich nie miało jeszcze żadnych zysków, niektóre nawet przychodów, a mimo to ich wyceny szybowały do miliardów dolarów. Inwestorzy liczyli, że każdy start-up z końcówką „.com” stanie się nowym Microsoftem.
Indeks Nasdaq Composite, silnie skoncentrowany na spółkach technologicznych, wzrósł z poziomu około 500 punktów w 1990 roku do ponad 5 000 punktów w marcu 2000 roku – zyskając ponad 900% w niecałą dekadę. Również indeks S&P 500 niemal potroił swoją wartość. Tego typu wzrosty przyciągały jeszcze więcej kapitału, napędzając samonakręcający się mechanizm wzrostów.
Pęknięcie bańki i koniec złotej dekady
Jak w każdej bańce spekulacyjnej, euforia nie mogła trwać wiecznie. W pierwszym kwartale 2000 roku inwestorzy zaczęli dostrzegać, że wiele spółek technologicznych nigdy nie zrealizuje obiecywanych zysków. Zaufanie zaczęło słabnąć, a giełdy weszły w fazę gwałtownych spadków. Nasdaq stracił ponad 70% swojej wartości w ciągu kilkunastu miesięcy. Tysiące inwestorów poniosło straty, a wiele firm – szczególnie tych, które istniały jedynie „na papierze” – zbankrutowało.
Hossa lat 90. zakończyła się dramatycznie, ale jej wpływ na gospodarkę i rynek kapitałowy pozostał. Po raz pierwszy tak wiele osób na świecie doświadczyło inwestowania i zobaczyło jego siłę. Sektor technologiczny – mimo korekty – na trwałe zdominował gospodarkę XXI wieku. Wiele firm, które wtedy powstały, do dziś wyznacza standardy innowacyjności.
Lekcja na przyszłość
Hossa lat 90. nauczyła inwestorów kilku kluczowych lekcji. Innowacje mogą być potężną siłą napędową rynków, ale tylko wtedy, gdy idą w parze z solidnymi fundamentami, tak jak obecnie. Wyceny kluczowych spółek są wysokie, ale są poparte realnymi wynikami. Tylko w takich warunkach fundusze akcyjne zyskują na wartości (takie jak np. inPZU Sektora Informatycznego).
Autor Michał Giel
Zajmuje się rynkiem kapitałowym od ponad 20 lat. Pierwsze zebrane doświadczenia pozwoliły mi uczestniczyć w hossie lat 2003-2007. Od 2007 roku współprowadzę Funduszowe.pl, gdzie pierwszym sygnałem była sprzedaż akcji przed historyczną bessą lat 2007-2009. Jestem inwestorem długoterminowym i inwestuję w cyklach hossa/bessa. Wykorzystuję sprawdzone przez lata metody, do których należą cykle, wskaźniki makroekonomiczne, wskaźniki techniczne, czy fale Elliotta. Staram się być elastyczny i realnie oceniać szansę każdej inwestycji. Możesz się ze mną skontaktować, korzystając z adresu e-mail.
Zaloguj się na swoje konto, aby zostawić swój komentarz.