Dlaczego kapitał nie płynie do funduszy akcji?

24.06.2024, Kategorie: Nowości, Autor: Paweł Pagacz
Dlaczego kapitał nie napływa do funduszy akcji?

Przeczytałem dzisiaj świetny komentarz dotyczący funduszy akcji.

Mimo dwudziestomiesięcznej hossy na giełdzie Polacy nie inwestują w fundusze akcyjne. Dlaczego? To wina regulacji i modelu dystrybucji – uważa Rafał Madej, prezes PKO TFI. To doradcy w dużej mierze za tę dystrybucję odpowiadają – wskazuje prezes PKO TFI. – I jest prosta zależność realizacji nakładanych na nich celów versus ryzyko z tym związane. Najtrudniejszym elementem ich pracy jest zarządzanie emocjami klientów, a szczególnie klientów niezadowolonych. W związku z tym, jeżeli mają realizować cel mierzony wolumenem, to wolą go realizować w oparciu o instrumenty, które nie generują istotnego ryzyka z perspektywy inwestora – mówi Rafał Madej.Analizy.pl

Podpisuję się pod tym obiema rękami i napiszę sporo zdań uzupełniających.

Każda hossa ma swojego sponsora

Czy wiesz, co to oznacza? Oznacza to, że rynek musi znaleźć tzw. frajerów, którym opycha się akcje. Mówię, jak to wygląda w praktyce w firmach inwestycyjnych. Zanim zacznie się hossa na rynku, która zresztą obecnie trwa, akcje są akumulowane. Widzieliśmy to już na wykresach, informowaliśmy Was o tym i sami kupowaliśmy wtedy fundusze akcji. Zarabia się w końcu wtedy, kiedy kupi się tanio i sprzeda drogo. Później, u schyłku hossy, ceny akcji są sporo wyżej, a zatem są sporo warte. Wyobraźmy sobie, że ktoś zainwestował 100 000 zł. Rynek wzrósł o 50% i ktoś ma portfel warty 150 000 zł. Co się musi zdarzyć, aby ktoś mógł te pieniądze wyciągnąć z rynku? Musi w arkuszu zleceń znaleźć zlecenia popytowe na 150 000 zł. Ktoś kiedyś mógł kupić akcje za 100 000 zł, ale teraz musi wydać za to samo 150 000 zł. To trochę jak z mieszkaniami. Kiedyś były tańsze, przyszła hossa, są droższe.

Z powyższego cytatu wynika wprost, że ludzie sami boją się podjąć decyzji inwestycyjnych. Nie robią tego. Doradcy w instytucjach finansowych często zaś proponują fundusze, które są bezpieczne (i to się potwierdza, bowiem ludzie faktycznie trzymają środki głównie w funduszach dłużnych i bezpiecznych). Muszą zrealizować wolumen sprzedażowy, więc dla nich interesem jest sprzedać, a niekoniecznie to, aby klient zarobił. Bezpieczne są bezpieczne, również dla nich, bowiem jak klient pyta, czy na tym da się stracić, mówią, że praktycznie nie. Klient się nie denerwuje, nie ma emocji, a zarobi kilka procent. Wszyscy są szczęśliwi, tylko klient nie jest zarobiony.

Problem pojawia się na końcu, kiedy klient takiego doradcy widzi to, że zarobił 10%, a fundusze akcji zarobiły po 50%. Widzicie ten dysonans? Każdy umie liczyć i liczy, że tu ma 10, a mógł mieć 40% więcej, więc już jak hossa trochę trwa, to przerzuca środki z funduszy bezpiecznych albo funduszy obligacji do funduszy akcji. To jest właśnie sponsoring dla tych, co kupili tanio. Stąd się bierze te 150 000 zł. Z chciwości tych, co jeszcze nie kupili. Z uciekającej „okazji”.

W hossie 2007 roku w jej końcowej fazie inwestorzy pchali najwięcej pieniędzy do funduszy akcji. Po hossie covidowej, a przed wybuchem wojny na Ukrainie, inwestorzy ponownie, widząc wzrost, pakowali się do funduszy akcji. Przeważnie mają tendencję do robienia tego w szczytowej fazie ruchu. Ale tak się absolutnie nie robi.

Czy rynek nadal jest bezpieczny?

Bezpieczeństwo trwania hossy mierzy się różnymi wskaźnikami. Michał regularnie opisuje je w ramach naszej strony oraz tworzy na ten temat filmy na nasz kanał na YouTube. Ja osobiście dodaję do tego analizę wolumenu, czyli zachowanie Smart Money.

Zachowanie Smart Money jest ściśle związane z ruchem ich kapitałów. Warto to zapamiętać, co teraz napiszę. Kiedy ceny się korygują w ruchu wzrostowym i rośnie wolumen, wiemy, że duży kapitał akumuluje pojawiającą się podaż, co wypchnie ceny w górę. Cena rośnie. Jeżeli w szczycie nie pojawiają się duże wolumeny, a cena spada, to wtedy jest to nic innego, jak naturalna korekta.

Jeżeli jednak cena spada, a nikt nie absorbuje podaży, to jest problem. Podobnie problemem jest to, kiedy cena rośnie, a w ruchu wzrostowym pojawiają się rekordowe wolumeny. Oznaczają one wprost, że „hossa znalazła właśnie swojego sponsora”. Może tłum ludzi właśnie rzucił się na kupno akcji albo funduszy akcji i generują popyt, a z drugiej strony ktoś na to odpowiada i właśnie wypycha akcje w rynek, realizując zyski. Takie fale są skrajnie niebezpieczne. Teraz jednak nie mamy z nimi do czynienia. Na cofnięciach widać nadal akumulację akcji. To wskazówka dla nas do trwania trendu wzrostowego, mimo możliwej korekty na rynkach zagranicznych.

Czego wymaga dojrzałość inwestycyjna

Potrafię sobie to wyobrazić, że z jednej strony mamy do czynienia np. z doradcą finansowym albo doradcą inwestycyjnym, który równocześnie może być sprzedawcą w banku i mieć na celu sprzedaż jednostek uczestnictwa określonych funduszy inwestycyjnych. Z drugiej strony mamy człowieka, który może się nie znać na inwestycjach, a może chcieć zarobić trochę więcej, niż może mu zaoferować lokata w banku. Pytanie jest takie – na kim spoczywa większa odpowiedzialność w procesie inwestowania? Na sprzedawcy czy na osobie, która chce zainwestować pieniądze? Wydaje mi się, że to powinna być bardzo głęboka rozmowa, w trakcie której klient takiego doradcy nauczy się wielu rzeczy, w tym przede wszystkim pozna siebie, swoje możliwości czy nawet tolerancję na ryzyko. Ryzyko bowiem wiąże się u wielu inwestorów z emocjami, które trudno poskromić.

Wśród klientów Funduszowe.pl mamy doradców finansowych i jak sądzę, nawet co najmniej jednego doradcę inwestycyjnego. Oni korzystają z naszych opracowań, bowiem swoim klientom chcą zaoferować najlepsze rozwiązania. Tacy ludzie autentycznie dbają o interes klienta, bowiem mogą poprzez to wiedzieć, jak będzie chodził rynek. Nie zaproponują funduszy akcji, kiedy rynek będzie u schyłku hossy, nawet, jeżeli ten jeszcze trochę urośnie. Mogą jednak zaoferować fundusze akcji w dobrym miejscu, nawet, jeżeli jeszcze trochę spadną. Bo wiedzą, że ceny są dobre, a klient może trzymać fundusze akcji kolejne dwa lata. Rozumiecie, co chcę przez to powiedzieć?

Dojrzałość inwestycyjna polega na tym, że klient sam musi wiedzieć, co chce zrobić ze swoimi pieniędzmi. Jaki ma czas na inwestycje. Jak wygląda jego tolerancja na ryzyko. Czy chce systematycznie zarabiać w systemie bessa/hossa, czy może bardziej interesuje go zysk z inwestycji w spółki dywidendowe. Z drugiej strony doradca powinien uświadomić klienta, dążąc do zdobycia przez klienta dojrzałości inwestycyjnej. Taka osoba, wiedząc, jakie ma predyspozycje, zacznie się dobrze czuć w świecie inwestycji. Tylko czy sami doradcy finansowi mają wystarczającą determinację, aby posiąść wystarczającą wiedzę, aby zadbać o klienta? Tutaj mam wątpliwości, bo nieraz dostawaliśmy maila, że ktoś klientowi coś zaproponował i nie skończyło się to dobrze.

Jak zawsze zapraszam do Funduszowe.pl

W funduszowe.pl nie zajmujemy się prywatnym doradztwem czy zarządzaniem czyimś portfelem. Zajmujemy się za to porządną analizą rynku i prowadzimy własne portfele inwestycyjne, do których masz pełny podgląd. Myślę, że jeżeli wiesz, co może robić rynek i widzisz, jak inwestujemy, to możesz autentycznie zbudować własną świadomość inwestycyjną i zarabiać bardzo dobre pieniądze na rynku. Zapraszam serdecznie do grona Abonentów.

Autor Paweł Pagacz

W swojej interakcji z rynkiem stosuję analizę wolumenową. Głęboko wierzę, że duży kapitał nie jest ślepy i szuka najwyższych stóp zwrotu. Z jednej strony na rynku szukam, gdzie płynie duży kapitał. Z drugiej strony szukam najlepszych spółek. Jeżeli widzę najlepszą spółkę i kapitał, który do niej płynie, to wiem, w co inwestować. Analizuję zarówno poszczególne spółki giełdowe, jak i całe indeksy, które w końcu składają się z akcji. To też moja droga do wyboru najlepszych funduszy inwestycyjnych. Możesz się ze mną skontaktować, używając adresu e-mail.



Zapisz się do naszego newslettera

Akceptuję regulamin