Pokażę Wam dzisiaj w artykule kilka aspektów, które pozwolą się Wam czuć z tym dobrze.
Zacznijmy od gościa, który ma bardzo dużo gotówki i nazywa się Warren Buffet.
Warren Buffett, jako prezes i główny inwestor Berkshire Hathaway, nie zarządza gotówką na poziomie osobistym w kontekście inwestycji – jego fortuna jest w dużej mierze związana z tą spółką. Berkshire Hathaway obecnie dysponuje rekordową kwotą gotówki i ekwiwalentów gotówki (w tym krótkoterminowych obligacji skarbowych USA), która wynosi około 344,1 miliarda dolarów (stan na koniec II kwartału 2025 r., czyli czerwiec 2025 r.). Ta suma jest dostępna do inwestycji i stanowi największy taki “skarb” w historii firmy.
Dla porównania, w poprzednich kwartałach kwota rosła dynamicznie:
- Koniec 2024 r.: 334 miliardy USD
- I kwartał 2025 r.: 347,7 miliarda USD
Ta rezerwa gotówkowa wynika z strategii Buffetta, który sprzedawał akcje (m.in. w 2024 r. netto 134 miliardy USD) i unikał dużych zakupów w warunkach wysokich wycen rynkowych, przygotowując się na okazje inwestycyjne. Większość tej kwoty jest ulokowana w bezpiecznych aktywach, takich jak bony skarbowe USA, co generuje niskie, ale gwarantowane zwroty (ok. 12 miliardów USD rocznie).
Buffett wielokrotnie podkreślał, że preferuje inwestycje w dobre biznesy, ale gotówka służy jako bufor na okazje, a nie spekulacje. W sierpniu 2025 r. dokonał małych zakupów akcji (np. w firmach budowlanych jak Lennar czy D.R. Horton), ale rezerwa pozostała na wysokim poziomie.
Wiesz, co chcę przez to przekazać? To, że masz gotówkę, nie oznacza, że musisz ją wydawać. Zwłaszcza na drogie akcje. Rynki chodzą od niedowartościowania do przewartościowania, po czym będąc drogie, mogą być tak utrzymywane przez jakiś czas, by później spaść.
Prowadzę jedno z kont na X (dawny Twitter) i dotyczy ono inwestowania w akcje. Zauważyłem, że większość ludzi kompletnie nie rozumie tej zasady. Jest drogo, często jest już po dystrybucji, często wolumeny są niskie, a rynek jest słaby – ludzie jednak kupują akcje. Dlaczego? Być może nie zdają sobie sprawy z tego, że zarabianie polega na kupowaniu, kiedy produkt – w tym przypadku akcje – są tanie. To nie polega na kupowaniu akcji w dowolnym momencie. Gotówka jest dobra i służy do inwestowania, a inwestowanie co do zasady polega na kupowaniu aktywów, kiedy te są tanie. Inaczej przeczymy podstawowej zasadzie handlu.
Istnieje kilka aspektów, które pozwalają nam ocenić to, czy akcje są dzisiaj dla nas atrakcyjne. Pokażę Wam kilka z nich. Kiedy będę o tym pisał, przekonasz się, że nie jest to 0-1 ocena sytuacji. To bardziej próba zrozumienia, kiedy opłaca się podejmować decyzje.
Ile dzisiaj muszę zapłacić za akcje?
Najbardziej szanuję wskaźnik P/S. Odpowiada mi on na pytanie, ile muszę zapłacić dzisiaj złotówek za złotówkę przychodu spółki. To jest bardzo obiektywna informacja. Jak firma ma coraz niższe przychody (mianownik – S), to wskaźnik leci w górę, pokazując, że akcje są drogie Jeżeli firma ma coraz wyższe przychody, a cena akcji się nie zmienia, wskaźnik nam się obniża, pokazując, że akcje są atrakcyjne. To jest w tym wskaźniku najlepsze. Opiera się na cenie akcji i przychodach, dwóch najbardziej podstawowych parametrach biznesu – jego wartości (mierzonej przychodem i ceną). Pokażę to na przykładzie Orlen:

Proponuję w ciemno zobaczyć na notowania Orlenu w 2008, w 2011, 2012 oraz 2014 oraz na koniec 2022 i 2024 roku. Nie muszę nawet sprawdzać wykresu Orlenu, aby powiedzieć, że wtedy akcje były tanie. Jeżeli więc za złotówkę przychodu Orlenu muszę zapłacić poniżej 16 groszy (0,16 – poziom wskaźnika), to akcje mogę kupić w ciemno. Ale jeżeli widzę, że dzisiaj muszę zapłacić 34 grosze, to nie napalam się na akcje, jak dzik na żołędzie, tylko rozumiem, że nie mam dzisiaj do czynienia z okazją inwestycyjną, którą chciałbym wykorzystać. Zakładam, że jeszcze chwilę pożyję i jak będę chciał, będę mógł kupić akcje Orlenu, kiedy te ponownie staną się tanie. Historia mi pokazuje, że cena akcji robi się co jakiś czas atrakcyjna (było to 5 razy od 2008 roku).
Taki rodzaj analizy mogę przeprowadzić dla całego rynku, dla konkretnych funduszy inwestycyjnych, które przecież ujawniają swoje pozycje (przynajmniej w części). Poprzez to widzę, czy cena akcji i wycena funduszu, jest dla mnie dzisiaj atrakcyjna. Jeżeli jest, to kupuję. Jeżeli widzę, że wiele akcji jest zbyt drogich i mam to jeszcze potwierdzone na zachowaniu wolumenu – sprzedaję. Bo jak widzisz, nawet na powyższym wykresie P/S – cena akcji ma tendencję do obniżania się, kiedy jest zbyt wysoka. Taka sytuacja dotyczy dzisiaj części spółek z indeksu WIG20 – poprzez nasze działanie na rynku rozumiemy, że część akcji jest już za droga i może się skorygować. Jeżeli się skoryguje dość mocno – tak, powstanie kolejna okazja inwestycyjna na krajowym rynku funduszy akcji. Jeżeli nie, trzeba mieć świadomość, że poruszamy się po rynku drogich (liczonych przychodami, nie innymi wskaźnikami) akcji.
Co mi mówi wolumen?
Chociaż wolumen nie jest rozwiązaniem każdego problemu decyzyjnego, to jednak dużo mówi o tym, jaki jest rynek. Wolumen, to nie jest kreska na wykresie. Wolumen, to jest informacja, jaka ilość kapitału pojawiła się na rynku w danym przedziale cenowym.
Moją ulubioną sekwencją, której poszukuję, to coraz wyższe poziomy cenowe i coraz niższy wolumen na tym ruchu. Zastanówmy się nad tym przez chwilę. Jeżeli wraz ze wzrostem ceny maleje wolumen, to pokazuje nam to informację, iż na coraz wyższych poziomach cenowych skłonność inwestorów do kupowania akcji zanika. To informacja, która mówi – jest drogo.

Pytanie, jakie sobie trzeba zadać – czy posiadanie gotówki jest w porządku, jeżeli widzimy tego rodzaju sygnał? Jak najbardziej tak (jako gotówkę rozumiem samą gotówkę lub jej ekwiwalent w postaci funduszy pieniężnych lub funduszy obligacji). A dlaczego?
Fundamentalna różnica pomiędzy GPW i rynkiem amerykańskim
Chciałbym, aby była między jasność. Nie idealizuję Ameryki i rynku amerykańskiego. Jest tam więcej problemów, niż jestem sobie w stanie wyobrazić i w ogóle ogarnąć. Nie da się jednak dyskutować z faktem, że na ich rynkach giełdowych (jest ich wiele) są notowane najlepsze spółki, z największą dynamiką wzrostu. Jest wiele nowoczesnych spółek, nowe technologie, coś, co rozwija świat. To jest fundamentalna różnica pomiędzy GPW, a ich rynkiem. Kiedy tam chociażby na Nasdaq czy SP500 dominują największe spółki technologiczne o zasięgu światowym, u nas dominuje sektor bankowy, który zostanie niebawem obłożony dużymi daninami, a który to dodatkowo jest uzależniony od wysokości stóp procentowych (które będą przecież maleć). To nie jest nowoczesność i nie będzie.
To, co odpowiada za wzrost rynków w długim terminie, to zespół spółek, które za rok o tej samej porze będą większe o 10-15%, za 2 lata już o 20-30% itd. To jest coś, co pcha rynki giełdowe w górę. Musimy to rozumieć. Rynków giełdowych (np. WIG20) w długim terminie banki nie będą w stanie utrzymać, zwłaszcza w sytuacji, kiedy stopy procentowe będą opadać.
GPW obecnie stała się problematyczna (WIG20), co może pociągnąć również małe i średni spółki. W nich jednak widzę pewną nadzieję na przyszłość. Jeżeli spadną wraz z WIG20, uzyskają dyskonto. Wiele z nich rozwija się regularnie, poprzez co rynek giełdowy małych i średnich spółek w Polsce wciąż będzie się rozwijał. Nie jest to jednak skala i tempo, jakie mogą dzisiaj zaproponować największe spółki amerykańskie.
Zaloguj się na swoje konto, aby zostawić swój komentarz.